"Chorobowy protest" w PSP. Co się stanie, jeśli strażacy masowo zachorują?

Na masowcyh zwolnieniach lekarskich przebywa już prawdopodobnie około 20 tysięcy policjantów. Od kilku dni "psia grypa", jak sami nazwali są policjanci, nabiera na sile i zaczyna paraliżować polską policję. Jak informują media, chorować zaczynają także strażacy - w Pasłęku na L4 ma być 70% obsady JRG nr 3, a w Małopolsce na chorobowym jest już 70 strażaków. Czy ta sytacja może się rozwinąć? A jeśli tak, to jakie może mieć skutki? O tym w poniższym tekście emerytowanego oficera Państwowej Straży Pożarnej z wieloletnim stażem.  

Przeszło mi na myśl pytanie „Co by było gdyby strażakom przytrafiła się epidemia grypy? Taka sytuacja nie jest niemożliwa. Pracujemy przy dużym zmęczeniu, na dachach gdy wieje wiatr, przeważnie spoceni, mamy kontakt z każdym rodzajem poszkodowanego również z poszkodowanym który jest chory. Nikt z nas nie unika udzielania pomocy gdy poszkodowany kaszle i kicha. Stąd moja teza, że masowa grypa jest możliwa. Postawmy zatem pytanie: co by było gdyby?  

Załóżmy, że spośród załogi JRG 3/4 osób jest na L4.  
   
Pewnie w dużym mieście szef ściągnie do służby zdrowych strażaków i pozostawi ich w służbie dłużej „dla dobra służby" podobnie jak to się dzieje w czasie powodzi czy letnich pożarów lasów. Zapewne nie będzie problemu z obsadą podziału bojowego w szkołach, bo zastąpią ich pracownicy dydaktyczni i administracyjni. Zastanawiam się jak zapewnić ciągłość służby w podziale bojowym w JRG, w której jest 6 ludzi na zmianie? O ile pamiętam tylu było chłopaków w służbie (wraz z dyspozytorem) gdy wybuchł pożar w Kamieniu Pomorskim w 2009 r. Jednak nie o zapewnieniu obsady tu mowa. Myślę o sytuacji gdy pomimo wszystko nie będzie strażaków w służbie, których by można dodatkowo wezwać.
 
Jestem pewien, że w tym momencie pomyśleliście „OSP!" 
 
Oczywiście, że jest to rozwiązanie racjonalne. Na tym etapie mojego rozważania przechodzę do sedna sprawy. Rzeczone masowe L4, które hipotetycznie mogłoby się zdarzyć mogłoby mięć na celu okazanie władzom twardego stanowiska w sprawie nie przestrzegania praw pracowniczych lub jak niektórzy lubią praw funkcjonariusza w służbie. Wiemy, że sprawami zdrowia czasem się szafuje, czasem się szantażuje a czasem używa jako narzędzia do negocjacji. Znam przypadki, gdzie nadwaga była używana jako argument szantażu (dotyczyła testów sprawności fizycznej), innym razem chory był zmuszany do przyjścia do służby pomimo zgłaszania niedyspozycji oraz przypadek, gdy kadry poinformowały funkcjonariusza że jego „zdolność medyczna kończy się jutro" (wiedząc, że strażak jest na urlopie i że przebywa za granicą. Chodziło o pogrożenie niesfornemu pracownikowi). Bardzo często zdarzało mi się „wyganiać kolegę do lekarza" żeby nie zarażał innych i wyzdrowiał szybciej. Wróćmy do sytuacji gdy pomimo wszystko strażacy postanowią zadbać o zdrowie i zostaną w domu. 
     
Myślę, że jeśli zabrakło by strażaków na służbie, zapewne władze ograniczyły by ilość informacji o skali sytuacji aby nie powodować wzrostu niepokoju w społeczeństwie. Większość społeczeństwa wpadła by pewnie w panikę na samą myśl, że nie mają na kogo liczyć w razie zagrożenia ( tu znowu celowo nie dotykam ratowników medycznych czy policjantów). Czy jednak na pewno było by aż tak niebezpiecznie dla wszystkich obywateli? Czy każdy z nas potrzebuje pomocy strażaków zawsze? Czy czasem może dostaje pomoc, która jednak nie jest niezbędna? (nie neguję, że jest udzielana w dobrej wierze). To jest problem etyczny, obawiam się, nie do końca rozwiązywalny. Pewnie władza powiedziała by, że ci co poszli na zwolnienie „przegięli". Pewnie zwierzchnicy próbowali by wymusić przyjście do służby. Pewnie obywatele powiedzieli by, że płacą podatki więc oczekują opieki. Pewnie znaleźli by się strażacy nadgorliwi sami z siebie. Pewnie ktoś powiedziałby, że to jego obowiązek bo ślubował „ nawet z narażeniem życia". Pewnie dziennikarze storpedowaliby rzecznika prasowego. Pewnie wielu powiedziałoby, że wstydzą się za kolegów. Pewnie spaliłby się market czy warsztat a ubezpieczyciel pozwałby PSP do sądu. Pewnie kogoś medycy nie wyjęli by ze zgniecionego samochodu i nie zdołali by go uratować.
Czy policjanci nie mają na uwadze porównywalnych skutków ich działań. Czy nie ma możliwości że ktoś zginie bo policja nie udzieli mu wsparcia. Czy policjanci nie składają ślubowania? Czy na policję nie łożymy swoich podatków. Czy bardzo mała ilość patroli podczas akcji „Znicz" nie spowoduje większej ilości wypadków i nie rozbisurmani pijaków. Czy bita żona doczeka się interwencji patrolu policji.   
   
Co by kto nie powiedział, to kreowane tu tezy dotyczące absencji brzmią niewygodnie a może sztucznie ale nie w Policji. Wracam do głównego wątku masowych zwolnień L4 w Policji. Może właśnie nie oglądanie się na inne okoliczności, nie zwracanie uwagi na to co kto powie, czy postawienie wszystkiego na jedną kartę jest sposobem godne traktowanie i osiągniecie oczekiwanych zmian (np. dotyczących ubrań specjalnych, respektowania praw zawartych w przepisach lub wyegzekwowanie należności. Jakich ? Tu przykład - koledzy, którzy rozpoczęli służbę w JRG w roku 2004 usłyszeli od KM „ bądźcie świadomi że służycie w straży pożarnej XXI wieku"
A później czekali kilka miesięcy na ubrania specjalne pomimo, że pełnili służbę w podziale bojowym...).

Myślę, że na tym etapie bardzo wiele osób nie dopuszcza do siebie takiej ewentualności jak masowe korzystanie z L4 w straży pożarnej.
 
Ja jednak nic nadzwyczajnego nie wymyśliłem. Historia zna takie przypadki - podobne sytuacje miały już miejsce i przyniosły oczekiwane rezultaty. Wprawdzie nie była to epidemia grypy a strajk, jednak skutki i reakcje były podobne. W roku 1977 przez 9 tygodni trwał strajk strażaków w Wielkiej Brytanii. 30 000 żołnierzy wzięło udział w 999 akcjach ratowniczo gaśniczych przy użyciu "Green Goddesses" samochodów gaśniczych z lat 50 i 60-tych w kolorze oczywiście zielonym, stąd nazwa. Powtórka sytuacji nastąpiła w roku 2002 r. kiedy to związki zawodowe FBU postanowiły wyegzekwować podwyżkę płac o 39% , do kwoty 30 000 £ rocznie. Tekst ten piszę nie przypadkowo w listopadzie, bo przyszło mi do głowy poruszyć temat i uruchomić dyskusję na bazie pomysłu policjantów ale i w rocznicę brytyjskiego strajku 13- 15 listopada 2002 r.   
 
Może właśnie powszechne L4 jest bardziej skuteczne od odstępowania od wykonywania nieodpłatnych prac remontowych, gospodarczych i naprawczych, odstępowania od testów sprawności fizycznej, odstępowania od kontroli gotowości operacyjnej czy odstępowania od ćwiczeń? Wielu z tych aktywności w policji nie ma więc ich nie dotyczą stąd nie da się dokładnie porównać sytuacji w tych służbach ale może tak radykalne kroki mają sens? W Wielkiej Brytanii opinia społeczna wymusiła na władzach ugięcie się i spełnienie żądań strajkowych. Wojsko narobiło takiego bałaganu i naraziło na straty przedsiębiorców, a ci z kolei przycisnęli rząd aby zakończyć strajk bo straty po pożarowe były niewspółmiernie wyższe niż koszty oczekiwanej przez strażaków podwyżki. Nie odpowiem ile podwyżki dostali, czy później coś się działo, jakie były skutki. Podany przeze mnie przykład miał wyłącznie na celu zobrazowanie sytuacji, że nieobecność strażaków w życiu publicznym jest możliwa.  
 
Na koniec rozważań należałoby dodać do powyższej sytuacji, że tylko jedność strażacka, bez podziału na OSP i PSP oraz centrale związkowe przyniosła by efekty czyli koledzy ochotnicy musieliby w pełni „wesprzeć epidemię L4" a to już jest trudniejsze wyzwanie....... czy odmówić pomocy na zasadzie „nie wyjadę do wypadku" bo JRG strajkuje i jestem z nimi solidarny. To jest dylemat. 

   
(fot: zdjęcie ulustracyjne z archiwum portalu)

 

 

6 listopada 2018 10:46
Udostępnij na Facebooku